„Nad Zalewem”
Przed dziesiątkami tysięcy lat, kiedy na ziemi panował chaos i ciemność, nie było jeszcze człowieka – Pan, który stworzył ziemię i cały wszechświat, różnie potem w różnych wierzeniach nazywany przez ludzi, postanowił zaprowadzić porządek na ziemi. Oddzielił zatem noc od dnia, uczynił jasność, a na ziemię posłał jednego z swych najwierniejszych sług z poleceniem zaprowadzenia takich zmian, które w przyszłości pozwolą egzystować ludziom. Ten sługa nazywał się Rok, a do pomocy w realizacji nałożonego na siebie zadania, wziął z sobą dwunastu wiernych mu giermków zwanych ogólnie Miesiącami i czterech marszałków zwanych Porami Roku. Następnie podzielił Miesiące, każdemu z marszałków przydzielając po trzy. Przy tych podziałach wyniknęły pierwsze niesnaski, ponieważ Miesiące nie były sobie równe ani wzrostem, ani tuszą, ani też charakterem. Jedne oziębłe, inne ciepłe, radosne, jedne zapłakane, drugie wiecznie smutne, zalewające się łzami, za nic nie dawały stworzyć z siebie zespołu.
Zdenerwowany Rok interweniował ostro, porozdzielał Miesiące wobec tylko sobie znanego klucza i własnej koncepcji stworzenia porządku na ziemi. Nie musimy o tym pisać, że niesnaski trwały nadal, niektórym Porom Roku nie podobały się nazwy, jakie im Rok nadał. Najwięcej awantur wywoływała Zima, Pora Roku, której przydzielono najbardziej smutne i oziębłe Miesiące. W tym swoim awanturnictwie zacietrzewiła się tak bardzo, że postanowiła wywołać bunt, zaraz po przybyciu całej delegacji na ziemię.
Tymczasem na ziemi panował nadal chaos: noce były tak zimne, że wszystkim zamarzały oczy, dnie zaś znów nazbyt gorące powodowały, że wysychały ostatnie łzy. Nie było jednej trawki, jednego drzewka, zaś nasiona, które wcześniej zrzucił Pan, pochowały się w ogromnym strachu głęboko w piasku i wśród skał. Nikt nie był w stanie namówić je aby puszczały kiełki i zaczynały życie na ziemi.
Na dalekiej północy i południu w strefie wiecznej zmarzliny żyli Stolemowie Złośliwi, wielkie, okrutne chłopy wyciosane z granitu, o ruchach powolnych wynikających prawdopodobnie nie tylko z wielkości, ale także z ogromnej ociężałości umysłowej, skoncentrowanej tylko na czynieniu wszem i wobec złośliwych żartów. Do ich ulubionych zabaw należało terroryzowanie Stolemów Małych, mieszkających na ziemi dalej na południu, po drugiej stronie Skandynawii i Morza Bałtyckiego nad wodami zwanym Zalewem Wiślanym. Stolemowie Złośliwi często dla zabawy podnosili ogromne głazy i ciskali nimi w krainę Stolemów Małych. Ogromną radość sprawiało im, kiedy rzucony wielki głaz powodował popłoch wśród ich mniejszych braci. Wybuchali wtedy śmiechem zbiorowym tak głośnym, że okoliczne góry chowały się w strachu do morza lub pod ziemię, zaś w innych miejscach ziemia wypiętrzała się do góry, sięgając swymi szczytami najniżej położonych chmur.
Kiedy Rok z swoją świtą wylądował na ziemi, trafił właśnie do krainy Stolemów Małych, którzy z ogromną radością i ufnością przyjęli nieznajomych.
Na zewnątrz był dzień, gorąca jasność zalewała całą przestrzeń czyniąc bycie w tym miejscu niemożliwym do wytrzymana. Stolemowie Mali zaprowadzili Rok i jego świtę do bardzo głębokich jaskiń pod Zalewem Wiślanym po to, aby uchronić przybyszów przed nieznośnym upałem i niebezpiecznymi głazami rzucanymi przez Stolemów Złośliwych.
Zima nie weszła w głąb jaskini, zatrzymała się u jej progu, uważnie wysłuchała opowieści Stolemów Małych o ich złośliwych braciach i postanowiła, że przy pomocy olbrzymów uda jej się zapanować nad światem i zacznie nim rządzić pozbywając się Roku.
Kiedy wszyscy zeszli w głąb zebrała cztery miesiące i nakazała im iść z sobą. Przeciwko takiemu rozwiązaniu ostro protestował miesiąc zwany Marcem i trochę nieśmiało inny zwany Grudniem, ale przy pomocy najpierw perswazji próbowała ich przekonać, a gdy to nie skutkowało ,przy pomocy czarów podzieliła te miesiące i część z nich zabrała z sobą, a najbardziej oporną część z każdego z nich zostawiła na miejscu w korytarzach prowadzonych w głąb ziemi pod Zalewem Wiślanym i wąskim paskiem ziemi wśród wody, zwanym przez Stolemów Małych Mierzeją Wiślaną.
Zima udała się do olbrzymów, obiecała im, że będą wraz z nią rządzić światem, jeśli jej pomogą nad nim zapanować. Postraszyła ich także, że Rok będzie chciał usunąć ich daleko w kosmos.
Stolemowie Złośliwi zebrali największe głazy z okolicy i rozpoczęli atak na podmorską siedzibę Stolemów Małych, którzy bronili się dzielnie, chronili swoich gości często zasłaniając ich własnym ciałami i często też ginąc w trakcie ataku.
Pan wyposażył jednak Rok w moc, która pozwalała mu dokonać takich rzeczy, które spowodowały, że Stolemowie Złośliwi zostali zamienieni w ogromne głazy, do dziś leżące na ziemiach dalekiej Skandynawii. Jednego z nich na pamiątkę tego wydarzenia i jako przestrogę dla innych, przeniósł na południowy brzeg Zalewu Wiślanego do miejscowości zwanej dziś Święty Kamień w okolicach Tolkmicka.
Przerażona Zima schroniła się daleko na północy, bojąc się i słusznie, gniewu swoich dawnych przyjaciół i rządzącego nimi Roku. A tymczasem Rok zaprowadził porządek na ziemi, wyraźnie oddzielił mrok od jasności, ciepło od zimna, a Zimie nakazał zostać w wiecznej zmarzlinie na dalekiej Północy, pozostawiając jej te miesiące i te dni z innych miesięcy, które z nią udały się do Stolemów Złośliwych.
Na ziemi zrobiło się ciepło, schowane w ziemi nasiona zaczęły wschodzić pełne radości, pojawiły się ptaki i zwierzęta.
A Rok?
Rok postanowił, że jego stałą siedzibą będą ogromne groty, które znajdują się w głębi ziemi pod Zalewem Wiślanym, a które nie są znane ludziom, ani zwierzętom, ani rybom pluszczącym w błękitnej wodzie.
To właśnie z tego miejsce, co trzydzieści, albo trzydzieści jeden, albo dwadzieścia osiem, a raz na cztery lata dwadzieścia dziewięć dni, wyłania się z wody w środku nocy nowy miesiąc i zaczyna swoje panowanie nad światem. Zwykle nadzór nad nim sprawuje właściwa Pora Roku, a nad wszystkim czuwa Rok – władca niepodzielny, którego królestwo na ziemi trwa przez trzysta sześćdziesiąt pięć, a raz na cztery lata przez trzysta sześćdziesiąt sześć dni.
Po takim długim rządzeniu Rok jest stary i bardzo zmęczony. Pewnego grudniowego dnia znika wszystkim z oczu, udaje się do specjalnej komory, o której wie tylko on, a o której istnieniu powiedzieli mu przed tysiącami lat Stolemowie Mali. Kiedy z niej wyjdzie na powrót jest młodzieńcem, pełnym witalnych sił i przygotowanym do sprawowania władzy na ziemi.
Tego dnia wszyscy ludzie cieszą się, wołają – Niech żyje Nowy Rok, Dosiego ,Szczęśliwego Roku! Panuje ogólna radość, zabawom na całej ziemi nie ma końca, a Rok przez moment wspomina, jak to było na początku, kiedy przybył na ziemię i zaczął zaprowadzać na niej swoje porządki.
Wychyla się wtedy przez moment z wody, patrzy uważnie radosnymi oczami na świat, czasami pokiwa ręką, a czasami przebiera się za człowieka i idzie do ludzi, rozmawia z nimi o ich radościach, bolączkach i o ziemi, którą rządzi.
Pytacie mnie, skąd o tym wiem?
Cóż, mieszkam w Gościńcu Nad Zalewem w Kątach Rybackich, tu pracuję, tu wychodzę często o północy na brzeg Zalewu Wiślanego, siadam przy ognisku, odpoczywam i czasami przychodzi do mnie starszy, dystyngowany pan. Znamy się już tyle lat, on ma zaufanie do mnie, ja mam do niego. Rzecz można, jesteśmy przyjaciółmi. Nikogo to nie dziwi, dwóch starszych panów na brzegu Zalewu Wiślnego o północy przy ognisku rozmawia, śmieje się, czyta książki, wiersze i mówi o rzeczach, o których nikt nie słyszał i nie każdy chciałby w nie uwierzyć. A często po północy w Nowy Rok słychać muzykę i taką oto piosenkę:
Najładniejszy dzień to jest Nowy Rok,
bo przynosi nam niespodzianek sto.
Siada z wielkim namaszczeniem,
rozpisuje role, jesień wiosnę a i lato
w worku ma przy stole.
Ty pobędziesz aż do wiosny,
ty czekasz do lata,
ty zabierzesz dzieci w góry,
całe będziesz w kwiatach.
Lecz by wszystko swój sens miało,
taki też jej finał.
Autor: Bohdan Wrocławski
Ten utwór jest dostępny na licencji:
Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.